Czy warto dziś kupować prywatny dom na kredyt?

Posiadanie własnego domu stało się w Berlinie modne. Każdy kupuje dom na kredyt, obojętne, czy go stać, czy nie, i w ogóle nie zdając sobie sprawy z tego, jak pracują banki i skąd się biorą pieniądze na prywatne kredyty. Większość konsumentów nie rozumie umów napisanych przez banki, które grzecznie i z uśmiechem podpisują.
Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak napięta jest obecnie globalna sytuacja finansowa. Wymienię tylko parę punktów, które mnie osobiście powstrzymują przed kupnem własnego domu:

  •  globalna inflacja
  •  wzrost ilości waluty QE (quantitative easing)
  •  rosnące ceny artykułów codziennego użytku
  •  czasowe ograniczenie procentu od setki (okres obowiązywania stałej stopy procentowej)
  •  waluty euro i dolar bez pokrycia

Większość ludzi jest pewna, że dom to dobra inwestycja na starość, ale jak oglądacie obiekty lub nieruchomości, to kto sprzedaje domy z ogródkiem? Właśnie! Starzy ludzie, którzy nie radzą już sobie fizycznie, lub ich renta nie starcza im na utrzymanie własnej posiadłości! Muszę też podkreślić, że jeśli kogoś stać – to okej! Nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć w swoim portfolio jeszcze własne ranczo.

W tym miejscu musimy dokonać podziału nieruchomości na dwie kategorie: nieruchomości prywatne i przemysłowe.

Nieruchomość prywatna to ta, w której się mieszka i spędza wolny czas, a nieruchomość przemysłowa służy do pracy lub wynajmu w celach np.przemysłowych lub handlowych.

Pierwsza kosztuje, a druga zarabia lub się refinansuje.

Nie spotkałem prywatnego mieszkania czy domu, które by się refinansowały. Mam kolegę, który ma 4 hale przemysłowe, 8 garaży i 2 mieszkania własnościowe, a sam mieszka w bloku. Czemu? Bo jest taniej!

Kiedy się jest obciążonym kredytem, nie można sobie pozwolić na „nieregularności“ w życiu, takie jak na przykład rozwód, utrata pracy czy kłopoty ze zdrowiem, które często właśnie prowadzą do utraty pracy.

To znaczy, że jak się zaciągnie kredyt, to przez 20 lat musi być jak w bajce albo filmie z napisanym scenariuszem.
Ale niestety tak w życiu nie jest.

Nie jestem pesymistą, ale zdecydowanie realistą i wiem, że w życiu nie można wszystkiego przewidzieć. Czemu co miesiąc pojawiają się katalogi, tak zwane „Licytacje“? Skąd się takie oferty biorą?

Kolejny powód to własne finansowe ograniczenie – nie można podjąć się innych inwestycji czy realizować nowych projektów, ponieważ jest się już obciążonym wysokim prywatnym kredytem.

Uważam, że z chwilą, gdy podpisujemy umowę z bankiem o kredyt, sprzedajemy własną wolność. Równocześnie stajemy się niewolnikami banku i systemu, w którym żyjemy.

A co wtedy, gdy lokator straci pracę lub własny biznes? Nic!
Wówczas przeprowadza się do tańszego mieszkania (dopasowuje własne potrzeby do aktualnej sytuacji), a jak wszystko wróci do normy, wtedy znowu może zmienić mieszkanie na inne. Klient banku musi grzecznie spłacać kredyt. Czy tego chce, czy nie – nie ma zbyt wielu korzystnych dla niego opcji.

Inaczej rzecz się ma z nieruchomościami przemysłowymi, które się wynajmuje.
Ich lokator czy firma również mogą splajtować, ale dla właściciela jest więcej opcji niż w przypadku domu, w którym się mieszka. Chyba nikt nie myśli, że można awaryjnie wypożyczyć ogród czy piwnicę sąsiadowi. To na pewno nie jest lukratywny geszeft i finansowo nie polepszy sytuacji.

Nie rozumiem, czemu wszyscy uważają prywatny dom za super inwestycję i zabezpieczenie na starość. Przecież jest co najmniej 100 innych możliwości inwestowania swoich ciężko zarobionych pieniędzy.
Moim zdaniem, prywatne domy i mieszkania nie są w dzisiejszych czasach optymalną inwestycją, lecz tylko luksusem, tak samo jak nowe auto czy telewizor.

A jak się uda w ciągu 20 lat spłacić kredyt? To gratuluję! Naprawdę!

Dom spłacony jest własny! Ale teraz dopiero zaczynają się wydatki: dach jest nieszczelny, ogrzewanie trzeba odnowić, bo ma już 20 lat i nie spełnia dzisiejszych norm lub jest nieekologiczne.

Dzisiejsza emerytura jest przeważnie skromna i na starość się nie odkładało, bo prawie pół życia spłacało się kredyt…

To co teraz?!

Trzeba też pamiętać, że w późniejszym wieku, kiedy się jest na emeryturze, nie zarabia się już tyle, co w czasach aktywności zawodowej. Piszę o sytuacji zwykłego zjadacza chleba, a nie jakiegoś „członka kartelu“, który ma inne problemy.

Dlatego radzę dokładnie przemyśleć całą sprawę i dobrze zastanowić się nad ewentualnym zakupem, nie sugerując się reklamami banków, które tworzą iluzje, i nie słuchając tych, którzy mówią, jakie to wszystko jest dzisiaj opłacalne.